Jestem 48-letnim casualem, Path of Exile od lat postrzegane jest jako gra bardzo złożona – z przerażającym drzewkiem talentów, ogromem kombinacji umiejętności, mnóstwem mechanik i statystyk. Dlatego naturalnym wyborem graczy, którzy wchodzą do Path of Exile po raz pierwszy, jest sięgnięcie po gotowy poradnik. I tak też zrobiłem dawno temu w przypadku Path of Exile 1.
Jednak przy Path of Exile 2 zdecydowałem się nie korzystać z gotowych buildów. I jakby tego było mało, poszedłem grać na lidze hardcore, czyli gdy zginąłem, to traciłem postać. W dodatku nie handlowałem, a jakby to nadal było za małym masochizmem, zdecydowałem się na jedną z najmniej popularnych specjalizacji. Zapraszam do sprawozdania z eksperymentu casuala.
► Gry taniej tutaj (współpraca).
Zostaw łapkę, suba i komentarz. Nawet babcię możesz pozdrowić, a i tak wpłynie to pozytywnie na nasze zasięgi.
Doświadczenie i początek
Moje doświadczenie z Path of Exile 2 ograniczało się właściwie do gry w wersji 0.1, czyli około dwa lata temu nabiłem jakieś 18 godzin. Później co prawda wróciłem, ale pograłem może dwie godzinki. No i nie można zapomnieć o moich 300 godzinach w Path of Exile 1 – dziewięć lat temu. To też się liczy, prawda?
Całe szczęście lubię czytać, analizować, porównywać i przede wszystkim lubię myśleć w grach. Dlatego gdy wracam raz na jakiś czas na któryś sezon – czy to Last Epocha, Diablo, czy właśnie Path of Exile – staram się wyciągnąć z gry jak najwięcej.
W wersji 0.5 moim bohaterem został mnich, akolita zakonu Chayula. Potocznie zwany chihuahuą. Problemy zaczęły się od samego początku. Kilka dni przed startem sezonu zrobiłem postać, żeby poklikać godzinkę i oswoić się ze sterowaniem. W końcu czekało mnie hardcore’owe wyzwanie.
Okazało się, że trafiłem na umiejętność zwaną Killing Palm. Gdy przeciwnicy mieli mało życia, pojawiała się nad nimi niebieska kulka. Był to znak, że mogłem użyć Killing Palma, natychmiast wykończyć przeciwnika i przeteleportować się do następnego. Jeśli kolejny zginął od razu, teleportowałem się dalej i dalej. W ten sposób miałem teleportującego się mnicha siejącego śmierć w szeregach wrogów.
Uznałem, że to super pomysł, żeby właśnie od tego zacząć docelowe wyzwanie. Jak się później okazało – nie do końca. Ale o tym zaraz.
Pierwszy dzień
Nastał piątek. Hype był niesamowity, a Path of Exile 2 osiągnęło ponad 400 tysięcy jednocześnie zalogowanych graczy. Ale ja nie byłem jednym z nich, bo gra startowała o 22:00, a ja – jako że mam już 48 lat i dbam o dobry sen – położyłem się wcześniej, żeby rano zjeść śniadanko i dopiero wtedy zasiąść do gierki.
Stworzyłem mnicha na nowej lidze hardcore i wszedłem do gry. Kilka pierwszych minut szło sprawnie, aż dostałem moją umiejętność Killing Palm, która teoretycznie miała siać zniszczenie. Otóż okazało się, że teleportacja już nie działa tak, jak wcześniej. Zanim teleportujemy się do moba, musi on już mieć nad sobą wspomnianą niebieską kropkę.
Trzeba było wymyślić coś innego. I tym sposobem rozpocząłem przygodę jako mnich-woźny, który zamiata mapki z wrogów.
Tutaj warto zaznaczyć, że ze względu na złożoność PoE 2, synergie i oddziaływania pomiędzy umiejętnościami, w grze pojawiają się bugi. Wspomniany Killing Palm nie tylko został początkowo znerfiony, ale później zepsuty, żeby potem zostać naprawiony. Błędów napotkałem dużo więcej: desynchronizacje przy wbieganiu w moby, problem z paskiem życia, teleportacje mobów czy po prostu nagłe ścierwienie gierki, które było jednym z zapalników katastrofy. Ale o tym za chwilę.
Wracając jednak do umiejętności – Path of Exile 2 posiada bardzo przyjemny system informacji dla graczy w postaci tagów umiejętności. Po raz pierwszy zobaczyłem to w innym hack and slashu, czyli Last Epochu, i uznałem, że to świetna opcja. Dzięki temu łatwo możemy sklasyfikować różne skille. Wiemy, który jest atakiem wręcz, który jest buffem, a dzięki temu możemy łatwo stwierdzić, czy dany talent lub sprzęt wpłynie na naszą umiejętność i ją wzmocni. Nawet początkujący połapie się, co i jak.
Warto jednak, żeby początkujący spróbował skupić się na jednym typie obrażeń i wokół niego budował postać. Ja wybrałem klasyczne obrażenia fizyczne, więc na ekwipunku i w umiejętnościach szukałem słowa klucza: Physical.
Zanim jednak pomyślicie, że to wręcz prymitywne – oczywiście patrząc na całą postać, jest tego dużo więcej. W praktyce fizyczne obrażenia mogą zacząć wywoływać krwawienie, więc dochodzi kolejna warstwa obrażeń. Do tego musicie zadbać o defensywę, a najlepiej o kilka warstw defensywy. Można nawet dorzucić defensywnę ofensywną, czyli na przykład oślepianie przeciwników przez atakowanie.
Krok po kroku
Zanim jednak znowu wrócicie do czarnych myśli i uznacie, że to za skomplikowane i nie dla Was – zaczekajcie. Przede wszystkim, gdy startujecie przygodę w PoE, wachlarz umiejętności powiększa się stopniowo. Dostajecie jeden kamyk, który pozwala Wam wybrać spośród trzech umiejętności aktywnych. Możecie spokojnie przeczytać opisy i wybrać jedną z nich, żeby zaraz potem dostać kolejny kamyk i przetestować inną umiejętność. Nic nie psujecie, nic nie tracicie.
Podobnie jest z kamieniami wspierającymi umiejętności główne. Co więcej, możecie wybrać rekomendowane skille wspierające dla danej umiejętności, więc wybór jest jeszcze bardziej zawężony.
Oczywiście im wyższy poziom, tym więcej umiejętności, aur i talentów, ale jeśli będziecie patrzeć na całą grę już na starcie przygody, to nawet Simsy będą wydawać się przytłaczające.
Co natomiast z tym mitycznym drzewkiem talentów, które przeraża tak wielu graczy? Po pierwsze – jak najbardziej można tam popełniać błędy, bo na niższych poziomach cofnięcie punktów kosztuje grosze. Jeśli nie wiecie, w którą stronę w ogóle iść, wystarczy w wyszukiwarce wpisać na przykład „Physical” i voilà. Podświetlą Wam się wszystkie węzły dotyczące tego konkretnego słowa, więc wybór od razu staje się bardziej klarowny.
Jeśli natomiast nadal macie problem z jakąś statystyką, na przykład wspomnianym krwawieniem, wystarczy wejść na stronę PoE2DB.tw. Tam możecie zobaczyć absolutnie wszystkie odniesienia do krwawienia, dzięki czemu da się szukać kombinacji zarówno w ekwipunku, jak i w umiejętnościach czy talentach.
Rozwój ekwipunku
Tak właśnie powoli ewoluował mój mnich. Zacząłem zamiatać, potem dorzuciłem ogłuszenie, a na końcu wrzuciłem teleportację inną piąchą pomiędzy ogłuszonymi przeciwnikami i dodatkowo wywoływałem eksplozje przy każdym ogłuszeniu. Jednocześnie dbałem o wysoką odporność na żywioły i dorzuciłem sporo punktów w życie. W praktyce wszystko obracło się wokół słów klucz: Phtsical, Maximum Life, Stun i Resistance. Tyle. Nic skomplikowanego.
Podstawą ciągłego rozwoju postaci jest odwiedzanie handlarza co poziom lub dwa, ponieważ każdy wbity poziom oznacza odświeżony asortyment. Jeśli sprzęt jest nawet niebieski, czyli stosunkowo słabej jakości, ale widzicie, że ma bardzo dobre statystyki, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go kupić i spróbować użyć na nim orbów, czyli waluty dodającej kolejne modyfikatory. To właśnie jest crafting.
Jeśli nie lubicie tak kombinować, możecie kupić przedmioty od innych graczy. Wchodzicie w menu, wybieracie Marketplace i konfigurujecie filtr tak, żeby pasował do szukanego przedmiotu. Potem wystarczy kliknąć odpowiednią ikonkę przy przedmiocie i automatycznie jesteście teleportowani do kryjówki gracza. Następnie przeciągacie przedmiot do swojego inwentarza i to wszystko.
Jeśli pamiętacie stare czasy, to dobra wiadomość: nie musicie już pisać na priv i błagać, żeby ktoś Wam coś sprzedał. Szybko, łatwo i przyjemnie.
Jeśli natomiast chcecie coś sprzedać, musicie mieć zakładki premium w banku. Prawdopodobnie już je macie albo bez problemu je kupicie, bo kupując PoE 2 na Steamie, dostajecie trochę waluty premium, której powinno wystarczyć na zakup wspomnianych premium stashy. Wtedy wystarczy ustawić stasha jako publiczny i, klikając prawym przyciskiem myszy na przedmiot, wybrać cenę. Jeśli ktoś zdecyduje się na zakup, poradzi sobie sam, bez Waszej ingerencji.
Balans
To, jak idzie Wam rozwój postaci, świetnie weryfikują bossowie. Każda moja większa potyczka była poprzedzona dopieszczaniem buildu. W końcu przypominam, że grałem na hardcorze, a więc miałem tylko jedną szansę.
Z racji tego, że bardzo dbałem o defensywę, wszystkie moje potyczki trwały dość długo, ale za to czułem się stosunkowo bezpiecznie. W pewnym momencie odblokowałem jednak nową umiejętność – wir miotły dookoła mnie. Okazało się, że ten skill jest dużo, dużo potężniejszy niż moje zwykłe zamiatanie.
I warto mieć to na uwadze przez całą grę w PoE. Trzeba eksperymentować. Wrzucić jakiegoś skilla na pasek nawet na chwilę, żeby go poznać. A nuż okaże się, że jest znacznie lepszy od aktualnego.
W PoE 2 wygląda to inaczej niż w MMORPG-ach. Tutaj najmocniejszy build względem takiego standardowego nie ma 10% przewagi. On może mieć przewagę liczoną nawet w setkach procent. Balans, ze względu na tak wiele zależności i mnogość mechanik, nie jest prosty do utrzymania, więc warto eksplorować nieznane szlaki. Właściwie jeśli chcecie sięgnąć po najbardziej żłożony kontent, to trzeba znaleźć rozwiązania, które wręcz psują grę.
Śmierć
Niestety, moja ciągła analiza nie uchroniła mnie od śmierci. A była to śmierć trochę niesprawiedliwa, bo z powodu lagów – jak możecie zobaczyć teraz na ekranie. Natomiast nie czułem wielkiego rozgoryczenia. Byłem zadowolony z poziomu, który udało mi się osiągnąć, a w głowie miałem już kolejne pomysły.
W zaledwie kilka godzin wbiłem podobny poziom na moim wojowniku, który wystrzeliwał kolce, odbijał obrażenia i był właściwie nieśmiertelny. Był tak twardy, że w pewnym momencie – na potrzeby tego filmu – chciałem sprawdzić, jak trudno jest zginąć tak defensywną postacią.
I okazało się, że są mechaniki, jak na przykład ta kula wodna, które potrafią zabić natychmiast. Z tego też powodu nie wiem, czy jeśli jesteście casualem i nowicjuszem, tak jak ja, to również polecałbym Wam tryb hardcore. Może warto zacząć delikatniej. Chociaż trzeba przyznać, że HC jest znacznie, znacznie bardziej emocjonujący. W dodatku później, aż do końca kampanii, nie spotkałem mechaniki, która byłaby w stanie zabić mnie na raz.
Zabawa w hardcore’a sprawia również, że gra przypomina nieco rougelike’a. Kolekcjonujecie sprzęt, kasę i walutę na pierwszej postaci. Tracicie ją, ale kolejna postać może korzystać z dobrodziejstw wypracowanych przez pierwszą. Wystarczy, że zajrzy do schowka. Dajcie znać w komentarzu czy próbowaliście kiedyś trybu Hardcore czy to w Hack and Slashach, czy np. w World of Warcraft, o którym kiedyś nagrałem film wraz z moim kolegą.
Przede wszystkim rozrywka?
Zmierzając do końca – żeby zagrać w Path of Exile 2 nie musisz należeć do elity intelaktualnej, ani nie musisz korzystać z poradnika. Owszem, jeśli chcecie robić absolutnie ostateczny endgame, zabijać najpotężniejszych bossów własnym buildem, to musicie spędzić setki godzin na zrozumieniu gry i jej mechanik.
Jeśli natomiast chcecie po prostu zacząć, w jednym sezonie ukończyć kampanię, w następnym zacząć już mapkować, a później robić wysokie tiery map, to absolutnie możecie to zrobić bez poradników i meta buildów.
Oczywiście – jeśli lubicie myśleć. To nie jest tak, że wybierzecie cokolwiek i będziecie szli jak przecinak. Trzeba się zastanowić, przeanalizować, a przede wszystkim trzeba to lubić. Natomiast jestem niemal przekonany, że jeśli po prostu będziecie grać i robić małe kroki, to na 100% uda Wam się ogarnąć własny build.
A wtedy satysfakcja będzie dużo, dużo większa. Będziecie mogli popatrzeć w niebo i będę tam ja. Uśmiechnięty i dumny z Was, że stymulujecie mózgi przy grze komputerowej, a nie tylko beznamiętnie konsumujecie i traktujecie jako tani stymulant dopaminowy.
Dajcie znać, jak to wygląda u Was. Zazwyczaj korzystacie w grach z gotowców? A jeśli tak, to dlaczego? Lenistwo, brak czasu, a może po prostu nie czujecie się na siłach?
Dzięki za poświęcony czas!