Gry MMORPG wcale nie wymagają więcej czasu niż inne gatunki gier. Dzisiaj pogadamy o tym, jakie typy MMORPG-ów pozwalają się dobrze bawić nawet przy mocno ograniczonym czasu. Rzucę konkretnymi przykładami, a przy okazji powalczymy ze stereotypem, że gatunek MMORPG jest tylko dla totalnych piwniczaków bez życia.
Jeśli nie jest to pierwszy materiał mojego autorstwa, który oglądacie, to rozważcie zostawienie suba. Dziękuję również moim ► patronom i wspierającym, których w ostatnim czasie nieco przybyło. To zdecydowanie ułatwia pracę przy AlterMMO. A teraz zaczynajmy.
Zostaw łapkę, suba i komentarz. Nawet babcię możesz pozdrowić, a i tak wpłynie to pozytywnie na nasze zasięgi.
Nowe gatunki
Często, jako gry wymagające mniej czasu, żeby coś znaczyć, przytacza się nowe gatunki takie jak MOBA czy extraction shootery. Weźmy konkretny przykład – League of Legends. Koncepcja wydaje się bardzo sprzyjająca zajętym graczom, bo każdy mecz zaczynacie od zera – pierwszy poziom postaci, odrobina złota w kieszeni i jazda.
Jest to jednak tylko pozorne, bo jeśli naprzeciw siebie postawimy gracza ze 50 godzinami doświadczenia i gracza z 1000 godzin doświadczenia, to dość szybko okaże się, że to poświęcony czas w długim terminie odgrywa kluczową rolę. Dzięki godzinom doświadczenia mamy większą świadomość elementów makro, lepsze zdolności przewidywania, a do tego znamy kontry herosów czy sprawdzone przedmioty na danego przeciwnika. Sama koncepcja rozgrywki schodzi na dalszy plan i równe szanse to tylko teoria.
Podobnie to wygląda np. w Escape from Tarkov, gdzie po setkach godzin macie lepszą świadomość dźwięków, znacie konkretne miejscówki, macie konkretne preferencje co do broni w konkretnych warunkach i tak dalej, i tak dalej.
Gracz, który myśli, że odniesie sukces w tych grach przy małym nakładzie czasowym, po prostu się myli. O ile same mechaniki gry mogą dawać takie wyobrażenie, o tyle prawda jest zupełnie inna.
Porównując gry MOBA lub extraction shootera z MMORPG, różnica w doświadczeniu gracza jest widoczna na pierwszy rzut oka – gdy ktoś w MMO spędził setki lub tysiące godzin, to prawdopodobnie biega z mieczem, z którego strzelają błyskawice; na plecach lśnią ogniste skrzydła; dosiada kościanego rumaka, a za nim biegnie zgraja pupilów. W MOBA co najwyżej może mieć unikatowego skina i mnóstwo punktów „masterek”, przez co nie kłuje to tak bardzo w oczy nowego gracza wchodzącego do wirtualnego świata. Dzięki temu taki gracz nie traci wiary, że ma szansę dogonić tych wyjadaczy – choć w praktyce szanse na to są takie same jak w MMORPG i wszystko sprowadza się do poświęconego czasu.
No dobra, ale ktoś powie, że przecież w LoLu lądujesz na arenie z graczami, którzy mają podobny ranking i nie czuć tej przepaści, jeśli nie trafisz na smurfa, czyli fachowca grającego na nowym koncie. Otóż w MMORPG działa to podobnie – tylko zamiast rankingu, macie mapki na określone poziomy herosów i są to takie naturalne koszyczki na graczy na podobnym etapie rozgrywki. Różnice widać dopiero w endgamie, ale na to też jest sposób, o czym później.
Natomiast warto zwrócić uwagę, że MMORPGi posiadają pewną przewagę na tle gier MOBA czy innych Battle Royali. Otóż pozwalają na walkę tylko przeciwko środowisku, czyli tzw. PvE, gdzie niedzielny gracz totalnie może bawić się swoim tempem i nie musi przejmować się tym, ile setek godzin musi władować, żeby zbliżyć się do innych graczy pod kątem umiejętności.
Nie chodzi o gonienie, a rozrywkę
W porównywaniu się z innymi w grach jest jeszcze jeden problem – czy to MMORPG, czy extraction shooter, czy MOBA, to prawdopodobnie większość z Was oraz ja sam, nie powinna w ogóle patrzeć na topowych graczy i skupiać się na ich gonieniu. Dlaczego? Bo jeśli macie normalne życie, pracę, rodzinę, nie zarabiacie z gamingu, to prawdopodobnie jest po prostu głupie być aż tak „spoconym” i walczyć o topkę – inaczej zbyt wiele aspektów życia ucierpi. Każdy z nas ma tylko 24 godziny na dobę i może brzmię jak stary dziad, ale jak sami staniecie się starymi dziadami, to pewnie też to zauważycie.
Standardowy gracz, bez względu na gatunek, w który aktualnie gra, powinien raczej skupić się na zabawie i rozrywce, bo to jest główna misja gier. W MOBA satysfakcję dają coraz lepsze staty z meczu na mecz; w extraction shooterze – pierwsza udana ewakuacja z niezłymi fantami; a w MMORPG-u – nowiutki, świeżo wytworzony mieczyk.
Jeśli skupimy się na gonieniu pozycji w rankingu, to każda, absolutnie każda gra staje się bardzo czasochłonna. Właściwie jest to wyścig nie do wygrania dla szaraka. Nawet gry singlowe, gdy założycie sobie zdobycie wszystkich osiągnięć, potrafią dwu- lub trzykrotnie zwiększyć swoją długość – i zazwyczaj ten dodatkowy content polega na odwiedzaniu tych samych lokacji, wykonywaniu powtarzalnych czynności albo tłuczeniu mobów z absurdalnie przeskalowanym zdrowiem. Nie jest to rozrywka najwyższej jakości… zupełnie jak w jakichś koreańskich grindownikach MMORPG.
Unikaj monotonii i sztywnych ram
Skoro już wiemy, że bez sensu jest celować w topkę, a liczy się dobra zabawa przy każdej sesji gry, przejdźmy do tego, jakich cech unikać w MMORPG-ach, żeby nawet w natłoku codziennych obowiązków dobrze się bawić.
Wyobraźcie sobie stare, legendarne Lineage 2 na prywatnym, wolnym, hardcorowym serwerze. Macie godzinkę-dwie dziennie i okazuje się, że spędzacie tygodnie na tych samych spotach, zanim wyfarmicie trochę kasy, zdobędziecie kilka poziomów i zmienicie lokację – żeby potem znowu robić to samo przez tydzień, dwa lub miesiąc. Monotonia jest wręcz przytłaczająca. Można wybrać też jakiś szybki, high-rate’owy serwer, ale wtedy po dniu lub dwóch lądujecie ze spoceńcami (tryhardami) na endgame’owych lokacjach i zabawa wcale nie jest taka, jak się spodziewaliście. Przypomina to wcześniej wspomniane MOBA i extraction shootery, ale bez podziału na ranking, bo wszyscy gracze lądują na podobnym etapie rozwoju bohatera – ale ci bardziej oddani Lineage i tak wyróżniają się znajomością gry oraz umiejętnościami, mają lepszy sprzęt i niszczą niedzielnych graczy.
Żeby temu przeciwdziałać, Koreańczycy wpadli na genialny sposób ograniczenia rozwoju no-life’ów, a mianowicie czasowo limitowana zawartość MMORPG: przykładowo dzienne zadania, ograniczona liczba wejść do lochów czy cotygodniowe limity poziomów postaci. Tylko w praktyce i tak no-life’y znajdują przewagę – czy to grając kilkoma postaciami, czy farmiąc surowce i złoto, które chomikują do momentu zniesienia ograniczeń. Jeśli osiągną już wszystko na danym etapie, to w dodatku z nudów utrudniają rozgrywkę graczom niedzielnym przez np. PK, czyli zabójstwa w świecie gry. Natomiast casual odbiera te wszystkie dzienne i tygodniowe limity jako przykry, powtarzalny obowiązek do odbębnienia. A jeśli coś wypadnie – randka z żoną, wizyta u lekarza – to ma poczucie straty, bo gra jasno definiuje, co trzeba robić, żeby progresować. Trochę to przypomina robotę w korpo MMORPG-u, z codziennymi taskami, monotonią i odhaczaniem harmonogramu wydarzeń. (Wspominałem o tym w filmie o Throne and Liberty).
Monetyzacja niszczy wirtualne zasady
Od czasu do czasu pojawia się opinia, że gry z P2W mogą być dobrym wyborem dla casuali, bo jeśli mamy ograniczony czas, to zawsze można wydać trochę siana i nadgonić pozostałych graczy.
Ale jeśli przypomnicie sobie, co powiedziałem chwilę wcześniej, dojdziecie do wniosku, że to nie ma sensu. OK, możecie szybciej doposażyć bohatera, ale żeby poznać grę i ogarnąć swojego herosa, i tak potrzebujecie czasu. Nie musicie grać po 10 godzin dziennie – ale po prostu musicie pykać sobie regularnie, podobnie jak w każdym innym gatunku. Jeśli porównacie się z innym graczem, który zaczął w tym samym czasie co Wy i gra równie casualowo, ale on dodatkowo płaci – wtedy niestety jesteście na przegranej pozycji. W zależności od stopnia P2W znajomość gry może znacząco stracić na znaczeniu, a wtedy okazuje się, że gra polega na ładowaniu kasy, co też zachęcające nie jest.
Koniec końców, żeby zachować w miarę spójny świat oparty na umiejętnościach graczy, warto unikać gier, które są bardzo przemonetyzowane. Takie gry oferują całe ekonomie oparte na walutach premium oraz dają tak duże boosty, że pozwalają zaoszczędzić setki godzin rozgrywki. Skutek tego jest jeden – nie mamy do czynienia z wirtualnym światem opartym na innych zasadach; jest jak w życiu: kto płaci, ten wygrywa. A przecież gramy w MMORPG po to, żeby wziąć udział w życiu świata fantasy, w którym liczą się inne dogmaty. Chcemy móc zatopić się w ten świat i cieszyć się wysokim poziomem immersji.
Natomiast z monetyzacją sprawa potrafi być bardzo indywidualna, bo niektórzy potrafią zignorować jej wpływ na każdy aspekt gry i mimo wszystko dobrze się bawią. Ja stety, niestety do takich osób nie należę. Dlatego nie ciągnie mnie do World of Warcraft Retail czy do nadrobienia polskiej legendy pod postacią Metina 2.
Rozgrywka drużynowa
Kolejną cechą, na którą trzeba zwrócić uwagę, jest rozgrywka grupowa. Jeśli MMORPG wymusza na każdym kroku grę w grupie i właściwie nie pozwala na rozwój bez drużyny, to wiadomo, że wymaga więcej czasu i organizacji. Tu się ktoś spóźni, tu trudno się zebrać, tam ktoś z drużyny czegoś zapomni – a godziny uciekają.
Najlepszym rozwiązaniem jest możliwość przeplatania solowej zawartości z drużynową, np. w sobotę wieczorem, gdy jesteście niemal pewni, że czas się znajdzie. Nie ma w tym nic złego, żeby grać w MMORPG solo, bo tak naprawdę nie chodzi o ciągłe bieganie w drużynie, ale o bycie częścią żyjącego świata: widzieć handlarzy, grindować obok innych ludzi, a od czasu do czasu wejść z nimi w interakcję czy wybrać się wspólnie na rajd.
Zawartość sezonowa
Jeśli masz naprawdę ograniczony czas na rozgrywkę, to przestrzegam również przed MMORPGami opartymi o sezony. Zaczniesz grać, powiedzmy przez miesiąc, musisz zrobić przerwę, wracasz i okazuje się, że cała Twoja rozgrywka idzie do kosza, bo wszyscy przenieśli się na nową mapę, wyszły nowe, potężniejsze zestawy wyposażenia, a i jeszcze okaże się, że musisz zapłacić za nową zawartość.
Oczywiście, gry MMORPG muszą się rozwijać, ale zdarzają się takie perełki jak World of Warcraft Retail, które potrafią przy każdym większym patchu przesunąć granicę wyposażenia Waszego herosa, przez co Wasze wcześniejsze osiągnięcia nie mają znaczenia, a wypracowany sprzęt potrafi być zastąpiony po wykonaniu pierwszego zadania z nowej aktualizacji.
Na szczęście niektóre produkcje widzą problem wynikający z sezonowości i zaprzeczenie idei MMORPG i powoli się nawracają. Przykładem może być New World, który jeszcze w poprzednim sezonie wprowadzał nowe serwery, a teraz zdecydował, że takowe się nie pojawią.
Jakie produkcje dla casuali?
Najlepszymi produkcjami dla zabieganych graczy wydają się takie MMO, które za każdym razem, gdy do nich przysiądziesz, oferują jakąś przygodę. I nie chodzi tu o wyprawę po raz dziesiąty w to samo miejsce, do tego samego lochu lub na tego samego bossa.
Natomiast jeśli już pojawia się grind, to musi być on w jakiś sposób urozmaicony i wynagradzający. Jeśli na niskim poziomie masz jednego, jedynego słusznego spota do wbijania doświadczenia i musisz tam spędzić 50 godzin (co dla casuala oznacza kilka tygodni), to nie zapowiada się to najlepiej. Jeśli jednak mogę wyskoczyć na godzinę pokopać rudę miedzi, żeby od razu wytworzyć z niej coś przydatnego – to już inna sprawa. Oczywiście z czasem gra musi stawać się nieco bardziej wymagająca.
Przejdźmy zatem do konkretnych przykładów. Oto kilka MMORPG, w które można świetnie bawić się mając mało czasu:
- Old School RuneScape – Aktualnie sam go ogrywam (podobnie jak setki tysięcy innych graczy). Ostatnio, z racji delegacji, grałem tylko na telefonie – wracałem do hotelu, prysznic, łóżko i odpalony OSRS. Za każdym razem mogłem zacząć inne zadanie, które wcale nie polegało na zabiciu X mobów, tylko wymagało pomyślunku i zastanowienia. Jeśli dzień był wyjątkowo ciężki, to mogłem poświęcić dwie godzinki na odmóżdżające wbijanie jednej z wielu umiejętności, która później realnie ułatwi mi eksplorację. Dzięki otwartej strukturze gry nie czułem FOMO związanego z wbijaniem kolejnych poziomów ekwipunku (Item Level) czy wykonywaniem codziennych aktywności – przede mną stał ogromny świat, który eksplorowałem we własnym tempie.
- World of Warcraft Classic – Jeszcze kilka lat temu nowym graczom poleciłbym raczej nowszą wersję (Retail) ze względu na lepszą grafikę i bardziej dynamiczną walkę. Jednak po zmianach w monetyzacji, „rotacji na jeden przycisk” i braku satysfakcji z progresji podczas levelowania, obecnie skłaniam się ku Classicowi. Samo wbijanie poziomów zajmuje tam niedzielnemu graczowi naprawdę długo, ale za to każda sesja to nowa przygoda – przy każdym zalogowaniu odkrywacie inne zakątki, wykonujecie różnorodne zadania, a wszystko można przeplatać spontanicznymi potyczkami PvP lub wspólnymi wyprawami do lochów.
- Guild Wars 2 – Gra stawiająca na progresję horyzontalną. Bardzo dobry sprzęt można tu zdobyć relatywnie szybko, a dalsza zabawa skupia się na eksploracji, zdobywaniu osiągnięć, kolekcjonowaniu kosmetyków i rozwijaniu postaci pod kątem różnych ułatwień rozgrywki (Quality of Life), np. odblokowania latającego wierzchowca. Ogromnym plusem jest to, że nawet po długiej przerwie wasz ekwipunek pozostaje konkurencyjny i nic nie musicie nadrabiać, by znów dobrze się bawić.
- Albion Online – Sandboxowe MMORPG, w które można grać niemal jak w roguelite. Wyruszacie z miasta ze sprzętem i zapuszczacie się w tak zwane Mgły – strefy z pełnym lootem (full-loot PvP), gdzie każdy poległy gracz traci cały ekwipunek. Taka rozgrywka zapewnia dreszczyk emocji i nie wymaga spędzania wielu godzin dziennie w świecie gry.
- The Elder Scrolls Online – MMORPG nastawiony na horyzontalny rozwój postaci (podobnie jak GW2). Gra osadzona w znanym uniwersum Tamriel oferuje ogromny świat do eksploracji, rozbudowane wątki fabularne i mnóstwo zawartości pobocznej. Można cieszyć się rozgrywką we własnym tempie, bez obawy o pozostawanie w tyle.
- Project Gorgon – Propozycja dla graczy szukających czegoś niszowego i nietypowego. To old-schoolowe MMORPG z oryginalnym klimatem i mechanikami – gra jest pokręcona w pozytywnym sensie, z wieloma zaskakującymi rozwiązaniami.
- Star Wars: The Old Republic / The Lord of the Rings Online – Dla fanów wielkich, rozpoznawalnych uniwersów. SWTOR oferuje fantastyczną, kosmiczną przygodę osadzoną w świecie Gwiezdnych Wojen, pełną zwrotów akcji i trudnych decyzji. Z kolei LotRO przenosi Was do epickiego Śródziemia – klasycznego świata fantasy, gdzie spotkacie bohaterów znanych z Władcy Pierścieni i przeżyjecie własną historię. (Na moim kanale znajdziecie osobne filmy poświęcone obu tym tytułom, jeśli macie ochotę dowiedzieć się o nich więcej.)
- Lost Ark (oraz World of Warcraft Retail) – Jeżeli macie odpowiednie podejście i nie nastawiacie się wyłącznie na endgame, to nawet tak sezonowe gry mogą dostarczyć świetnej zabawy w trybie casual. Lost Ark oferuje m.in. skalowane PvP na arenach (gdzie o wyniku decydują umiejętności graczy, a nie ekwipunek) oraz możliwość spokojnego przechodzenia kolejnych lochów i raidów ze znajomymi we własnym tempie. Podobnie jest z najnowszą wersją World of Warcraft (Retail) – nawet grając dorywczo można się tam dobrze bawić (opowiadałem o tym szerzej w filmie w zeszłym roku).
Jeśli macie jakieś szczególne preferencje, to warto odwiedzić ankietę, w której udzielacie odpowiedzi na kolejne pytania, a na końcu otrzymujecie propozycję MMORPGa, który potencjalnie może Wam się spodobać. Linka zostawię w przypiętym komentarzu.
Czy gry MMORPG wymagają dużo czasu?
Nowe koreańskie produkcje, jak Throne and Liberty, czy tytuły pochodzące z czasów największej popularności gatunku faktycznie wymagały albo ogromu czasu, albo zniechęcały monotonią i schematami rozgrywki. Właściwie czas był niejako biletem wstępu do prawdziwej rozgrywki, czyli mitycznego endgame’u. Przykładowo w Lost Ark Online, jeśli nie korzystacie z boostów, musicie spędzić kilka do kilkunastu godzin tylko po to, żeby odblokować ciekawe mechaniki w postaci lochów czy bossów.
Jednak w MMORPG-ach w wydaniu europejskim ten etap wstępu – levelingu – jest znacznie przyjemniejszy i nie jest to etap, który chcecie jak najszybciej ukończyć, żeby cokolwiek zaczęło się dziać. To naturalny etap przygody, dzięki czemu od pierwszych minut zaczynacie długoterminową zabawę i rozwój herosa. Właśnie dlatego gry takie jak WoW Classic czy Old School RuneScape przypominają zwykłe gry RPG, tyle że w towarzystwie innych graczy – i jest to mój ulubiony typ MMORPG-ów. (Opowiadałem o tym kiedyś w innym filmie, gdzie opisywałem mojego perfekcyjnego MMORPG-a – możecie rzucić okiem, jeśli temat Was interesuje.)
Dajcie znać, w jakich MMO dobrze bawicie się mimo ograniczonego czasu, może nowi, odwiedzający kanał coś ciekawego podłapią. Dziękuję serdecznie za poświęcony czas i pamiętajcie o łapie w górę.