Ciekawostka jest taka, że RuneScape był pierwszym MMORPG-em, w którego zagrałem w swoim życiu. Gdyby wtedy nie zafascynował mnie fakt, że niemal każda osoba biegająca obok mnie jest graczem – człowiekiem gdzieś tam daleko – to pewnie AlterMMO by nie powstało.
Minęło ponad 20 lat, a Old School RuneScape bije rekordy popularności, najwięksi streamerzy World of Warcraft grają w OSRS-a. Postanowiłem więc odrobinę liznąć tej gry i odkryć, a właściwie przypomnieć sobie, fenomen tego MMORPG-a. Dziękuję za wsparcie na ► Patronite i tutaj na YouTube.
Zostaw łapkę, suba i komentarz. Nawet babcię możesz pozdrowić, a i tak wpłynie to pozytywnie na nasze zasięgi.
Nowa stara wersja RuneScape
Nie spodziewałem się, że po ponad 20 latach zagram w wersję RuneScape’a, która jest właściwie bardziej rozbudowaną edycją produkcji, przez którą poznałem gatunek MMORPG. Wiąże się z tym interesująca historia, bo w pewnym momencie – a dokładniej w okolicach 2013 roku – RuneScape zmienił się tak bardzo, że wielu graczy kończyło przygodę z MMORPG-iem od Jagex.
Trzeba było natychmiast reagować, więc pojawił się pomysł: a co gdyby przywrócić do życia starą, dobrą, nostalgiczną wersję RuneScape’a? Tak też zrobili. W ten sposób do żywych powrócił Old School RuneScape, a RuneScape 3 stał się oddzielną produkcją.
Kolejne lata pokazały, że OSRS miażdży popularnością RuneScape 3. Ostatnio pojawiła się informacja, że w Old Schoolu bawi się jednocześnie ~240 000 graczy, podczas gdy w RuneScape 3 jest to okolice 20-30 tysięcy. Sam Jagex zdaje sobie sprawę z problemów nowszej wersji i zapowiedział nawet cofnięcie części monetyzacji w RuneScape 3, co jest decyzją niespotykaną w tej branży. Wróćmy jednak do króla.
Ładny Old School
Zacznijmy od tego, co powierzchowne. Niejednokrotnie widzieliście Old School RuneScape i u co poniektórych z Was pojawiał się odruch wymiotny, bo gra wygląda… oldschoolowo. Musicie jednak wiedzieć, że są specjalne klienty (programy do gry), które pozwalają na bardzo proste wgrywanie modów. Jednym z takich modów jest 117 HD, dzięki któremu tekstury mają nieco więcej detali, dochodzi wygładzanie krawędzi, cienie czy klimatyczne oświetlenie. Jest po prostu ładniej dla każdego, kto nie jest ortodoksem, i to znacząco uprzyjemnia pierwsze kroki w gierce.
Wciąż jednak można ustawić chociażby interfejs z wersji RuneScape z 2007 roku, tylko nieco poprzesuwać okna tak, żeby było wygodniej. Są nawet pluginy, które integrują grę ze streamem – np. gdy zostawiacie follow na kanale Twitch, to w grze widać fajerwerki, a moja postać dostaje na minutę losowy wygląd ciuchów. Ogólnie dostępnych jest mnóstwo wygodnych dodatków sprawiających, że gra, mimo swojego retro klimatu, wcale nie jest taka toporna jak się spodziewacie.
Wstęp do przygody MMORPG
Old School RuneScape jest takim typem MMORPG-a, których chciałbym więcej. Ciężko właściwie powiedzieć, czy to produkcja oparta o rozwój sprzętu, czyli progres wertykalny, czy może o zdobywanie osiągnięć, czyli progres horyzontalny – bo jest tu właściwie wszystko. Ja zaledwie liznąłem OSRS-a, ale spróbuję moimi przygodami zobrazować Wam, jak wiele możliwości ta produkcja daje.
Gdy wchodzicie do świata RuneScape, gra proponuje Wam kilka podstawowych aktywności – to jakieś strzelanie z łuku, łowienie rybek czy zebranie kilku skałek. Jednak długoterminowy cel musicie wybrać sobie sami. Będzie to cel Waszego wirtualnego życia: ubicie smoka, zarobienie mnóstwa kasy czy zdobycie bajeranckiej peleryny. Ja osobiście wybrałem dość przyziemny cel – chciałem ubić pewnego zmutowanego szczurasa, który niejako jest wstępem do zabawy z bossami. Droga do tej walki (o której wyniku Wam jeszcze nie powiem) była jednak długa i kręta.
Zadania w OSRS
Chciałem być magiem, a żeby być magiem, trzeba nabijać umiejętność magii. Dla nowicjusza najprostszym sposobem jest robienie zadań (questów). Podszedłem do tematu ambitnie. Oczywiście, można ściągnąć plugin w postaci Quest Helpera, który – niczym w World of Warcraft – wskazuje, co trzeba zrobić (w sumie to nie wiem dokładnie, jak działa, bo go nie zainstalowałem, ale możemy tak założyć). Ja natomiast wczytywałem się w opisy zadań i próbowałem je rozwiązać samodzielnie.
Szczerze mówiąc, mam tu mieszane uczucia. Generalnie bawiłem się dobrze. Było sporo zagadek i zdecydowaną większość dało się rozkminić na podstawie rozmów z NPC-ami czy notatek. Natomiast trafiły się elementy, które – gdyby nie pomoc widzów lub zewnętrznych stron – zajęłyby mi długie godziny. Stąd te mieszane uczucia, bo w trakcie realizacji tych questów często czułem brak szacunku do mojego czasu. Albo coś było mocno przekombinowane, albo jakiś goblin uznał, że w czerwonej zbroi mu bardziej do twarzy i muszę mu załatwić barwnik z drugiego końca mapy. (W sumie wiele się nie pomylił, bo faktycznie było mu do twarzy ze szkarłatem).
Zadania przypominają rozwiązywanie łamigłówek z klasycznych przygodówek point-and-click pokroju Monkey Island i jest w tym coś magicznego. Nie traktowałbym jednak posiłkowania się materiałami czy poradnikami jako ujmy, bo w grze jest tyle do zrobienia, że naprawdę szkoda czasu na zgadywanie, czy jakiś posąg wpuści nas do lochu, gdy będziemy świecić przed nim przyrodzeniem, czy może po prostu musimy mieć kiełbasę w ekwipunku. Ostateczna decyzja należy do Was.
Sama fabuła zadań i dialogi sprawiają, że człowiek czasami prychnie pod nosem i jest ciekaw dalszych losów bohaterów. Zadań jest naprawdę sporo i każde ma jasno wypisane podstawowe wymagania, przez co rzadko kiedy zaangażujemy się w aktywność, której nie mamy szans dokończyć przy aktualnej sile naszego herosa.
Wiele ścieżek
Robienie zadań to tylko jedna ścieżka przygody w Old School RuneScape. Drugą jest oczywiście srogi, siermiężny grind… albo lekki i na pół AFK. Niesamowite w tej grze jest to, że w praktyce masz co najmniej kilka ścieżek prowadzących do celu.
Przykładowo, chcąc nauczyć się dobrze władać mieczem:
- Klasyczny trening bojowy: możesz klepać zwykłe potwory,
- Zadania treningowe: możesz wykonywać wyspecjalizowane zlecenia na potwory,
- Polowanie na bossy: możesz chodzić na bossy i zabijać je w kółko,
- Pasive/AFK: możesz wyruszyć na kraby, które są agresywne i wytrzymałe – wtedy patrzysz, jak postać sama zdobywa doświadczenie, a Ty tylko co 10 minut ruszasz się gdzieś dalej, gdy kraby stracą zainteresowanie.
I to wiele ścieżek tyczy się niemal każdego aspektu gry. Chcesz odblokować nową lokację? Możesz potrenować zwinność (Agility) i wspiąć się po skałach, możesz stać się Herkulesem (wysoka siła), żeby przenieść głaz, albo po prostu wykonać odpowiednie zadanie fabularne. Chcesz zostać wprawnym magiem? Możesz bić Lodowych Wojowników kulą ognia, ale możesz też zaklinać amulety lub nawet zamieniać kości w banany.
Trzeba jednak pamiętać, że wiele z tych aktywności wiąże się ze wspomnianym grindem. Urozmaiconym – który możesz sobie zmieniać choćby codziennie – ale wciąż grindem. Uważam, że taki grind jak w Lineage 2 czy MU Online ma już czasy świetności za sobą, ale tak urozmaicony jak w OSRS potrafi być przyjemny. Domyślam się jednak, że do czasu… Bo wyobraźcie sobie, że gdy wbiłem 50-60 poziom umiejętności, to był to zaledwie jakieś 2-3% drogi do maksymalnego poziomu (99). Przerażające, co?
Walka z głębią
Zapytacie pewnie: jak grind może być przyjemny, jeśli – przy tak topornym systemie walki – np. levelujemy posługiwanie się bronią? Ano wyobraźcie sobie, że OSRS to tak naprawdę gra rytmiczna, w którą łatwo zacząć pykać, ale ma dużą głębię. Sam pewnie nawet nie w pełni zdaję sobie z tego sprawę, ale opowiem Wam o podstawach, bo to naprawdę ciekawe.
Wspomniałem Wam o moim głównym celu w OSRS-ie: upodleniu zmutowanego szczura zwanego Scurriusem. Przygotowania do tej walki trwały długie godziny. Początkowo musiałem rozwinąć umiejętności walki – zrobiłem to, wykonując kilka zadań, trochę aktywnie grindowałem, a trochę skorzystałem z leniwych krabów. W międzyczasie potrzebowałem kasy. To jest akurat ciekawy temat (zajmiemy się nim przy monetyzacji), ale tak czy inaczej metod zarabiania było wiele. Jedną z nich było bieganie po dachach budynków – rozwijało moją zręczność, a przy okazji zdobywałem specjalne tokeny, które mogłem spieniężyć.
Na sam koniec pozostała kwestia modlitwy (Prayer). Tak, żeby w pełni poczuć walkę w OSRS, musicie wyskillować modlitwy, bo to one dają niewrażliwość na ataki wręcz, strzały czy magię. Jednocześnie w trakcie walki możecie wybrać tylko jedną z tych modlitw naraz. Gdy weźmiecie jeszcze ze sobą nieco jedzonka i trochę mikstur, to właściwie jesteście gotowi stawić czoła Scurriusowi.
Teoria jest bardzo prosta, jednak w praktyce bywa o wiele bardziej złożona. Gdy boss bije Was wręcz – używacie jednej modlitwy; gdy strzela – przełączacie na drugą; gdy czaruje – na trzecią; a w międzyczasie zadajecie mu obrażenia. Proste? No to teraz rzeczywistość:
- Zarządzanie modlitwą: Musicie pilnować punktów modlitwy, żeby się nie wyczerpały, bo aktywne modlitwy je zużywają. Możecie te punkty uzupełniać miksturami albo włączać modlitwy tylko na ułamek sekundy tuż przed otrzymaniem ciosu (tzw. prayer flicking).
- Kontrola zdrowia: Musicie uważać na życie. Możecie po prostu zjeść kraba w trakcie walki i się nie przejmować, ale możecie też odsunąć się, zjeść kraba i popić miksturą jednocześnie, żeby zredukować opóźnienie oraz przy okazji ominąć spadające z sufitu skały.
- Reakcja na addy: Gdy boss przyzwie pomocnicze szczury, możecie zmienić na szybszą broń, żeby szybciej je wyeliminować. Możecie też po prostu robić absolutne minimum i to również powinno wystarczyć.
Gra jest dość prosta u podstaw, ale jeśli chcecie się uczyć, to można odkryć wiele mechanik. I nie dotyczy to tylko walki. Możecie szybciej łowić ryby, jeśli pomiędzy kolejnymi złowionymi sztukami je patroszycie. Możecie masowo produkować sztabki, korzystając ze specjalnych wielkich pieców. Możecie wykorzystywać wypasione ołtarze w domostwach innych graczy, żeby efektywniej się modlić, a możecie też nosić wielką pałę (specjalną broń), która od razu grzebie pokonanych wrogów i również sprawia, że Wasza postać staje się coraz bardziej pobożna.
Kumacie? W OSRS jest mnóstwo ścieżek i sporo głębi czekającej na odkrycie i opanowanie, a to wszystko, co Wam wymieniłem, to zaledwie podstawy. I nie – absolutnie nie musicie tego wszystkiego ogarniać od początku. Spokojnie możecie powoli odkrywać kolejne mechaniki w miarę postępów.
Przedmioty, które łamią schematy
Nagrodą za Wasze wysiłki w każdej aktywności – poza oczywiście wzrostem różnych umiejętności – są przedmioty. Z reguły itemy te opisane są dość standardowymi statystykami (np. bonus do ataku wręcz czy do magii), ale im rzadsze przedmioty, tym robi się ciekawiej. Wspomniałem o wielkiej pałce, która od razu grzebie wrogów. Jest też kosa, która pozwala atakować obszarowo.
Pojawiają się elementy ekwipunku, które łączą wymagania różnych, na pierwszy rzut oka niepowiązanych ze sobą umiejętności. Niektóre bronie posiadają specjalne ataki penetrujące defensywę przeciwnika, a zbroje potrafią wydłużać czas działania modlitw.
W trakcie zadań otrzymacie również inne ciekawe przedmioty, jak amulet pozwalający rozmawiać ze zmarłymi czy księgę zawierającą wspomnienia – dzięki nim możecie teleportować się w określone miejsca. Pojawiają się zwoje z zagadkami i tak dalej. Zmierzam do tego, że OSRS nie boi się łamać schematów podczas Waszych przygód i potrafi zaskakiwać, zamiast tylko losowo rolować statystyki ekwipunku w jakimś wąskim zakresie.
Monetyzacja i boty w Old School Runescape
Czas na monetyzację, czyli coś, co potrafi podważyć przyjemność płynącą ze wszystkiego, o czym wcześniej wspomniałem. OSRS jest w modelu freemium, czyli mamy grę dostępną za darmo, ale z mocno ograniczoną zawartością. Jeśli uzbieracie w grze walutę na tzw. Bondy (lub po prostu zapłacicie prawdziwe pieniądze), to dostajecie status członkowski i wtedy świat OSRS staje przed Wami otworem.
Niestety Bondy działają również w drugą stronę – można je kupić za prawdziwe pieniądze i sprzedać innym graczom za złoto w grze. I tutaj pojawiają się rozterki. Mówiłem o srogim grindzie, którego można doświadczyć w grze, ale niemal każda z umiejętności pozwala na szybsze wbijanie poziomów poprzez zakup potrzebnych przedmiotów na aukcji (Grand Exchange), a następnie przerabianie ich. I człowiek zaczyna się zastanawiać nad sensem tego wszystkiego: po co farmić kasę przez kilka czy kilkanaście godzin, a potem jeszcze mozolnie wbijać skilla, jeśli można pójść na godzinkę do roboty, sprzedać komuś Bonda, a potem już tylko spijać śmietankę podczas treningu? Po co zarabiać w grze na najbardziej wypasiony sprzęt, skoro można go kupić właściwie za złotówki?
Oliwy do ognia dodają boty, które zalewają rynek masą przedmiotów, a Jagex niewiele sobie z nich robi – co uświadomił mi jeden z filmów na YouTube. Okazuje się, że grind w OSRS jest na tyle dewaluowany przez monetyzację i boty, że ciągle towarzyszy Wam myśl: jaki jest sens tego wszystkiego?
Dlatego mam pewną propozycję dla tych, którzy dysponują większą ilością czasu. W RuneScapie istnieje coś takiego jak tryb Ironman – nie możecie handlować z innymi graczami, a wszystko, co zdobędziecie, musi być wywalczone lub wytworzone przez Was. Oczywiście, wszystko zależy od tego, jak sami postrzegacie kwestie monetyzacji i botów. To taka luźna propozycja rozwiązania problemu, która jednak ogranicza to, po co gra się w MMORPG-i, czyli interakcję z innymi.
Czy warto zagrać w Old School Runescape?
Bardzo trafne jest dla mnie stwierdzenie, że w OSRS nie przestaje się grać – robi się tylko przerwy. Jestem nowy w tym świecie; zaraz będę sprawdzał Ashes of Creation w nowej fazie (transmisja będzie na Twitchu, zapraszam!), ale już teraz jestem przekonany, że do Old School RuneScape jeszcze wrócę. Czy to będzie w wersji mobilnej (którą testowałem i do luźnego grindu się nadaje), czy po prostu na leciwym PC gdzieś na delegacji.
OSRS ma to, co dla mnie najważniejsze w grach MMORPG – motyw przygody. Wchodzisz do gry i masz luźne “taski” na początek, żeby delikatnie Cię ukierunkować, ale w żadnym wypadku nie atakują Cię chamskie daily, weekly i harmonogramy wydarzeń rodem z koreańskich MMO (na które psioczyłem w innym filmie).
Dostajesz mnóstwo ścieżek rozwoju, choć spora część z nich oparta jest o grind, ale obok tego następuje przyjemne łamanie schematów zadaniami czy unikalnymi przedmiotami. Gra aktualnie jest bardzo popularna, najwięksi streamerzy na świecie ją ogrywają – a wiem, że dla niektórych z Was to ważne i oznacza, że MMORPG jest żywy.
Zostawcie łapę, jeśli się podobało. Rozważcie wsparcie i suba. Miłego dnia!